poniedziałek, 27 czerwca 2016

Susan sama w domu czyli paczka, automatyczny odświeżacz powietrza i syrenki (część druga)

   Kiedy dotarliśmy pod mój dom to co tam zobaczyłam, zdziwiło mnie i jego też...
Pod drzwiami stało wielkie pudło, zaadresowane do mojego taty. Zastanawiało mnie co to może być, ale już po krótkiej chwili przypomniało mi się, że tata planował zamówić na urodziny mamy coś wielkiego. Adam patrzył na mnie wyczekująco.
- Tata zamówił prezent z okazji urodzin mojej mamy - wyjaśniłam.
- Musi ją bardzo kochać, skoro kupuje jej takie wielkie prezenty - zaśmiał się.
- To pewnie jedna z wielu części niespodzianki. Tata zawsze był dobry w te klocki. Pomożesz mi to wnieść do garażu?
- Jasne - odpowiedział uradowany.
Ustawiliśmy to ogromne ( i jak się później okazało również ciężkie) pudło w rogu garażu.
- Może napijesz się ze mną herbaty? Mam nadzieje, że już naprawili prąd.
- Chętnie - oznajmił ochoczo.
  Weszliśmy do domu w którym panował mrok i cisza. Zamknęłam dom od środka i ruszyłam korytarzem, aż tu nagle "zaatakował" mnie automatyczny  odświeżacz powietrza. Tak się tego przestraszyłam, że aż podskoczyłam i zaplątałam się o swoje własne nogi. Próbując utrzymać równowagę, złapałam się Adama, ale on pod naciskiem mojej gracji również nie utrzymał równowagi i razem upadliśmy na podłogę. Wyglądało to komicznie dlatego oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Leżeliśmy roześmiani na tej podłodze, przez dobre pięć minut. Adam wstał pierwszy i podał mi rękę.
- O mój boże to było przezabawne, gdybyś tylko widziała swoją mine - powiedział wybuchając na nowo śmiechem.
- Zawsze się, tego małego gówna przestraszę. Tyle razy już mówiłam mamie, żeby to stąd wzięła. 
- Racja można czasem dostać od tego zawału serca.
- I ja jestem tego najlepszym przykładem.
  W tym momencie prąd został przywrócony i w domu pozapalały się światła.
- Chodźmy lepiej napić się herbaty - oznajmiłam.
- Ok.
- Ale może najpierw się przebiorę bo jestem cała mokra, ty zresztą też. Dam Ci może jakieś stare rzeczy mojego taty.
- Dobry pomysł, a gdzie jest łazienka?
- Musisz iść prosto i skręcić w pierwsze drzwi w prawo - wyjaśniłam mu.
- A ok.
- To ja pójdę po jakieś suche rzeczy dla ciebie.
Przeszukałam, całą zawartość szafy mojego taty, ale większość rzeczy jakie ma to koszule, marynarki krawaty i eleganckie spodnie, a jedyne sportowe ubrania jakie ma, wziął na wyjazd. Szybko w głowie prześledziłam zawartość mojej szafy. Wtedy przypomniałam sobie, że mam jedną za dużą bluzkę. Pomińmy fakt, że bluzka jest różowa z wielkim napisem "kocham syrenki123". Długo by o tym opowiadać, ale w skrócie - dostałam ją od mojej przyjaciółki - Meggie. Stwierdziłam, że nic lepszego nie znajdę, dlatego szybko zbiegłam na dół. Adam siedziała już na kanapie.
- Wybacz, ale nic bardziej męskiego nie udało mi się znaleźć - powiedziałam pokazując mu bluzkę.
- Serio bluzka z napisem "kocham syrenki123"? W dodatku różowa?
- Oj nie narzekaj! Poza tym syrenki są super. Nie oglądałeś nigdy H20?
- Jakoś nie miałem okazji.. 
- Musisz to koniecznie nadrobić - oznajmiłam. Teraz kiedy włączyli prąd możemy pooglądać.
- W sumie dobry pomysł, na dworze nadal pada, a w domu nie miał bym co robić.
- Ok więc ja załaduję odcinek i zrobię herbatę, a ty się  przebierz. Masz tu jeszcze jakieś dresy.
- O dzięki, zaraz wracam.
Kiedy Adam wrócił herbata była już gotowa, a odcinek H20 się ładował. Moja za duża bluzka (choć na niego w sam raz) idealnie opinała jego umięśnione ciało, a jej kolor idealnie podkreślał jego niebieskie oczy.
- Wyglądasz przeuroczo - stwierdziłam.
- Bardzo śmieszne. Nie wiesz, że nie wolno śmiać się z chłopaka w różowej bluzce z napisem "kocham syrenki123"?
- Mówię poważnie - parsknęłam. Ale zapamiętam twoją radę.
- Mam nadzieję - odpowiedział śmiejąc się. Dobra pokazuj mi co to jest to H20.
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem.
Po obejrzeniu całego pierwszego sezonu zagraliśmy jeszcze w chińczyka, bo jak się później okazało oboje uwielbiamy gry planszowe. W końcu nic tak nie integruje ludzi jak planszówki.
  Tak nam zleciała cała sobota i również niedziela. Gadaliśmy całymi dniami. Od tego czasu jesteśmy prawie nie rozłączni i spotykamy się  codziennie. Ale nie myślicie, że to coś wielkiego. Jesteśmy tylko przyjaciółmi, którzy po prostu lubią ze sobą spędzać wolny czas. Dużo się o sobie dowiedzieliśmy i poznaliśmy siebie nawzajem. Teraz Adam wie  na przykład gdzie mam największe łaskotki i zawsze to wykorzystuje kiedy przyjdzie co do czego, ale ja za to wiem, że nienawidzi słowa "stopy" i często je powtarzam, żeby go zdenerwować. Mamy to samo poczucie humoru i zawsze śmiejemy się z naszych wspólnych żartów. Uwielbiamy się razem wygłupiać i szaleć.
    Często wspominamy ten pierwszy raz kiedy się spotkaliśmy. Zazwyczaj zaczyna się to zdaniem: " A pamiętasz jak wpadłaś do rowu?" Wtedy zawsze płaczemy ze śmiechu. Od tego czasu  niewiele się zmieniło. Nadal jestem taką samą niezdarą jak wtedy. Ale może gdyby nie to moje niezdarstwo to nigdy byśmy się nie poznali...








                                                                 ~~~
To druga część losów Adama i Susan. Jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że nadal będę kontynuowała ich historię, ale to zależy od zasobów mojego czasu i wyobraźni. Na razie zachęcam Was do przeczytania tego opowiadania. Mam nadzieję, że się Wam spodoba i do zobaczenia w kolejnym poście...



                                                                                                                     Całusy - Lola

wtorek, 21 czerwca 2016

Sobotnia praca

   Kelly była właśnie w drodze do pracy. Jeśli tak to można w ogóle nazwać, ponieważ po prostu pomagała swojej cioci w prowadzeniu restauracji, podczas gdy nadal uczęszczała do liceum. Była sobota, pochmurny poranek w centrum Fillisberg. Kelly zdecydowanie nie była podekscytowana kolejnymi godzinami spędzonymi na podawaniu ludziom posiłków. Nie w dzień, kiedy to miała spotkać się z Willem – chłopakiem, którego od dawna bardzo lubiła. Nigdy jej nie zauważał i gdy w końcu postanowił zaprosić ją do kina, zgodziła się bez wahania. Jednak z restauracji mogła wyrwać się dopiero około godziny 20, dlatego na tą godzinę umówiła się z kolegą.
   Restauracja była już otwarta. Kelly weszła i przywitała się z ciocią.
- Dobrze, że jesteś Kelly! Ja muszę dzisiaj jechać po świeży towar.
- W porządku. Ale… będę musiała wyjść dzisiaj przed 20 – odpowiedziała Kelly.
- Co to za pilna sprawa? Przecież dzisiaj na pewno będzie wielu gości – wtrąciła ciocia – Nie wiem, czy Lucy i Vienna sobie poradzą.
- To ważne, ciociu, do tego czasu postaram się jak najwięcej pomóc.
- Dobra, mała. Obym tego nie żałowała. Teraz leć się przebrać. Ja wrócę za kilka godzin.
   Kelly od razu zabrała się do pracy. Wiedziała, że musi odpłacić się cioci. Dobrze, że chociaż ona jedna była wyrozumiała. Po chwili miała już pierwszych klientów.
   Ciężko było pracować, kiedy myślała tylko o Willu i jego ciemnych oczach. Tak, miał piękne oczy. Rozmyślanie o nich zajęłoby jeszcze więcej czasu, ale ktoś to przerwał.
- Dzień dobry – kolejny klient zaczął się zbliżać do baru. – To znaczy, umm, cześć, chyba. Nie chodzimy  przypadkiem razem do szkoły?
- Najlepsze liceum w mieście? – odpowiedziała sarkastycznie Kelly. Bo to jedyne, co potrafiła, odpowiadać pytaniem na pytanie i używać sarkazmu nawet wtedy, gdy ktoś może go nie zrozumieć.
- Miałem rację. Tak myślałem, że cię kojarzę. Jestem Nathan – powiedział, podając jej rękę.
Kelly zaśmiała się.
- Kelly.
- Co tu robisz, Kelly? Mamy weekend, normalni ludzie teraz odpoczywają od naszej wspaniałej szkoły.
- Cóż, ja… Pomagam tu cioci, to nic takiego, właściwie dość relaksujące – odpowiedziała, nadal w świetnym humorze – Spytałabym, co tu robisz, ale moje magiczne zmysły podpowiadają mi, że jesteś głodny.
- Tak, zjadłbym naleśniki – stwierdził zupełnie poważnie i odszedł do stolika.
Kelly trochę się zdziwiła, ale przypomniała sobie, że tu pracuje, więc weszła do kuchni i powiedziała, że potrzebuje naleśniki. Po powrocie do baru jeszcze przez chwilę obserwowała profil Nathana, który siedział z telefonem w ręku. Zauważyła, że miał bardzo ładne kości policzkowe, a jego włosy były bliżej nieokreślonego ciemnego koloru.
   Zaniosła mu naleśniki, a on uśmiechnął się i podziękował.
   Póżniej przypomniała sobie o Willu, więc pozwoliła nieznajomemu (już nie tak nieznajomemu) odejść.
  Dochodziła 18, kiedy jej ciocia wróciła. Kelly w końcu mogła zrobić sobie przerwę. Pomyślała, że musi zaczerpnąć trochę świeżego powietrza. Na dworze było już cieplej. Po mieście kręciły się tłumy ludzi. W końcu był sobotni wieczór i nawet ona miała plany. Spacerowała, oglądając wystawy sklepów, aż doszła do okna pewnej kawiarni. Przez chwilę myślała, że coś jej się przewidziało. Była trochę zmęczona całym dniem pracy. Postanowiła wejść do środka, a to co zobaczyła, potwierdziło jej wątpliwości.
  Przy stoliku przy oknie siedział Will ze swoją byłą dziewczyną. Kelly nie wiedziała, czy to normalne, nigdy nie miała chłopaka, a co za tym idzie – byłego chłopaka. Jednak wydawało jej się to dosyć dziwne. Zwłaszcza, że dziewczyna cały czas się śmiała, a Will nie przestawał mówić. W ogóle jej nie zauważył, więc stała jeszcze dłużej, kompletnie zagubiona. Teraz wszystko było jasne. To nie wyglądało na zwykłe spotkanie po latach. Will na sekundę podniósł głowę i spojrzał na Kelly. Cholera, on nawet nie mrugnął. Złapał za rękę dziewczynę, która siedziała naprzeciwko niego. Oczywiście, żeby nie odwróciła się i nie zauważyła, że jakaś idiotka stoi i wpatruje się w nich od kilku minut. Kelly wyszła z kawiarni. Odwróciła się, żeby się upewnić, że nie biegnie za nią zakochany w niej, tak jak ona  w nim, Will. Nic takiego się nie wydarzyło. To zdecydowanie nie był jakiś film, bajka.
  Kelly zbliżała się do restauracji. Pomyślała, że może dłużej w niej zostać i pomóc. Weszła i zauważyła, że ciocia rozmawia z kimś przy barze i widocznie bardzo dobrze się bawią. Chłopak odwrócił się i wtedy doszło do niej, że to był Nathan.
- Kelly! Czy to przez tego miłego chłopca chciałaś dzisiaj wcześniej wyjść? – zapytała ciocia.
- Właściwie to…- zaczęłą mówić skołowana.
- Mnie pasuje – przerwał jej Nathan – jesteś zajęta dziś wieczorem?
- Nie, nie mam planów – odpowiedziała. I już nigdy nie pozwoliła mu odejść.

___________________________________________________________
Zdecydowałam, że napiszę osobne krótkie opowiadanie. Nie jest ono powiązane z "Opowiadaniem Poli", ale za nie też powoli się zabieram. Na razie wpadłam na pomysł na tę historię i mam nadzieję, że się wam spodobała.

                                                                                                                  Pola ♥

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Czy my jeszcze żyjemy?

   Tak, żyjemy i w dodatku mamy się całkiem dobrze, pomijając stany przygnębienia, które są związane  z tym, że opuszczamy nasze gimnazjum i każda z nas idzie do zupełnie różnych szkół. Według nas to właśnie w trzeciej klasie gimnazjum zawiązują i zacieśniają się przyjaźnie i znajomości. Każdy  z każdym rozmawia, śmieje się i spotyka. Idąc korytarzem co drugiej osobie mówi się "cześć" albo "hej", bo po prostu wszyscy już się dobrze znają. Kiedy przyszłyśmy na początku gimnazjum, żadna z nas nawet nie pomyślała, że w trzeciej klasie będzie nam żal opuścić mury  naszej szkoły. Teraz wiemy, że jest inaczej i będziemy tęsknić, nie tyle co za samą szkołą, ale ludźmi, którzy ją tworzyli, a zwłaszcza za naszym rocznikiem...
  Teraz przejdźmy już do rzeczy, która zastanawia was pewniej najbardziej. Mianowicie dlaczego nie było postów i co się w ogóle z nami działo?
Jednym słowem - szkoła. Ale zacznijmy od początku. W pierwszym poście mówiłyśmy, że przez jakiś czas możemy być mało aktywne, ponieważ musimy przygotować się do egzaminów. To też właśnie robiłyśmy. Później po trzech dniach męczarni nagle wszyscy nauczyciele postanowili zrobić nam zaległe sprawdziany i kartkówki, których jak twierdzą nie zapowiadali nam przed egzaminami, po to, żebyśmy mogli powtarzać materiały do testów (jacy oni są łaskawi). Więc kiedy już jakimś cudem wygrzebałyśmy się z zaległości to trzeba było poprawiać oceny na koniec roku... Ale na szczęście teraz mamy już wystawione oceny i wreszcie możemy odetchnąć. Chociaż nie do końca, ponieważ pierwsza połowa lipca będzie dość stresująca, bo to właśnie wtedy dowiemy się czy zostałyśmy przyjęte do naszych wymarzonych szkół... Jednak pociesza nas myśl, że już za parę dni będą wakacje i będzie można siedzieć do późna na dworze, wstawać o której się chce, nocować u siebie itd.
  Jeżeli chodzi o nasze plany na wakacje to nie mamy jakiś konkretnych, ale wiemy na pewno, że chcemy spędzić dużo czasu razem, przeżywając różne przygody, które dobrze zapamiętamy i będziemy mogły wspominać w zimne wieczory :)
  W skrócie wyjaśniłyśmy Wam co się u nas mniej więcej działo przez te kilka miesięcy. Równocześnie mamy nadzieje, że nie jesteście na nas źli, że na tak długi okres czasu Was zostawiliśmy, za co bardzo, ale to bardzo Was przepraszamy.











                                                                                                                 Całusy - Lola&Pola