Tam ku mojemu zaskoczeniu siedzieli już rodzice i mój starszy brat - Franek. Mieli dziwnie wesołe miny...
- Co się stało? - zapytałam.
- Mamy dla ciebie niespodziankę kochanie - powiedział uradowany tata.
- Wracamy do Polski na święta Wielkanocne i planujemy przeprowadzkę tam już na stałe - uzupełniła mama.
Musicie wiedzieć, że od półtora roku mieszkałam tutaj - w Holandii. Niby fajnie - tulipany, wiatraczki i wszędzie blisko, ale ja strasznie tęskniłam za domem, za rodziną i przyjaciółmi. W Polsce miałam ich wiele, ale tutaj nikogo. Chociaż nie, czekajcie, była Lotte, ale ona wszystkich lubi, a jej uśmiech jest tak szeroki, że zanim ją poznałam nie wiedziałam, że można aż tak bardzo się uśmiechać. Idealnie pasowało do niej powiedzenie "uśmiech od ucha do ucha". Przeprowadziliśmy się tutaj, ponieważ tata znalazł tu pracę i mama również. W Polsce nie powodziło nam się zbyt dobrze...
- O mój boże to fantastycznie! - krzyknęłam. Byłam taka szczęśliwa.
- My też się cieszymy córeczko - powiedział tata.
- Kiedy lecimy? - zapytałam
- Już jutro kochanie - oznajmiła mama.
- Już? - Ale ja nie zdążę się spakować.
- Spokojnie zdążysz - Na razie weź tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Po resztę wrócimy po świętach - powiedziała mama.
- Ale co z waszą pracą?
- Taty kolega załatwił nam pracę w swojej firmie - poinformowała mama.
- Jezu tak się cieszę... Wreszcie spotkam Martę, Olę i Antka. Mam im tyle do powiedzenia
- Tak, macie dużo do nadrobienia - powiedziała mama uśmiechając się do mnie.
Czy mogłam sobie wymarzyć lepszy prezent na święta niż powrót do kraju? Nie. Moi rodzice idealnie spisali się w roli zajączków wielkanocnych. Płakałam, ale to były łzy szczęścia... Nagle przypomniałam sobie o czymś, a w zasadzie to o kimś. Wzięłam kurtkę i ubrałam buty.
- Mamo wychodzę! - krzyknęłam.
- Ale gdzie? - zapytała zdziwiona mama.
Rzadko kiedy wychodziłam tutaj z domu, no chyba, że do szkoły.
- Pożegnać się z Lottą - wyjaśniłam.
- Dobrze, ale wróć na obiad, dzisiaj twój ulubiony rosół.
Musiałam się z nią pożegnać. Wiecie nie byłyśmy jakoś mega przyjaciółkami, ale była to jedyna osoba, którą tutaj lubiłam i dobrze znałam. Zawsze była dla mnie miła i przynosiła mi czekoladowe babeczki do szkoły, które sama piekła. Swoją drogą były nieziemsko pyszne. Wtedy zdałam sobie sprawę, że będę za nią tęsknić... a zwłaszcza za jej uśmiechem i tymi babeczkami.
~~~
Tak jak obiecywałam przygotowałam dla Was wielkanocne opowiadanie. Jest dość krótkie, ale to dlatego, że nie planuje, powiedzmy dalszej części.
W tym również poście chciałabym Wam złożyć życzenia wielkanocne. Nie jestem dobra w składaniu życzeń, dlatego posłużę się wierszykiem.
Słońca, szczęścia, pomyślności,
w pierwsze święto dużo gości,
w drugie święto dużo wody -
to dla zdrowia i urody!
Mnóstwo jajek kolorowych,
świąt wesołych oraz zdrowych!
Życzy Lola




