Tym razem rodzice pojechali na weekend do SPA, ponieważ mama wygrała darmowy wyjazd w jednej ze swoich gazet. Miała ich tone obok swojego łóżka i zawsze przed snem musiała przeczytać chociaż jedną. Twierdziła, że to pomaga jej zasnąć.
Karnet do SPA był na dwa dni i jak się pewnie domyślacie dla dwóch osób, więc siłą rzeczy zostałam sama w domu.
- Nie martw się! To tylko dwa dni - powiedziała mama wsiadając do samochodu razem z tatą.
Pewnie dziwicie się czemu nie jestem zachwycona z faktu, iż zostaje sama w domu. Powód jest prosty. Mieszkam w dużym domu, bez żadnego psa do obrony, na kompletnym zadupiu, gdzie w pobliżu znajduje się tylko jeden dom, do którego właściwie nie dawno wprowadziła się jakaś rodzina (nawet ich jeszcze nie poznałam) i najbliższy sklep jest oddalony o jakieś dwa kilometry od miejsca mojego zamieszkania. A teraz wyobrażacie sobie, że ktoś próbuje się do was włamać.
Jednym słowem - strach się bać...
Jakoś po pięciu sekundach od odjazdu rodziców włączyłam na full Worth it i zaczęłam tańczyć. Uwielbiałam dyskoteki sama ze sobą. Nagle moja super jednoosobowa impreza została przerwana. Wyłączyli prąd! Postanowiłam zadzwonić do energetyki i zapytać co się stało. Przemiły pan wszystko mi wyjaśnił. Doszło do jakiejś awarii, a naprawa potrwa aż do jutra. Wyobrażacie sobie noc bez prądu na totalnym zadupiu? Nie? Ja też. Szybko poszłam szukać jakiś świeczek, ale jak na ironie żadnej akurat nie było.
- Co ja teraz zrobię? - zapytałam sama siebie.
Po chwili namysłu stwierdziłam, że pojadę do tego cholernego sklepu po jakieś świece. Ubrałam się ciepło, wzięłam rower i pojechałam. Na miejscu kupiłam kilkanaście świeczek, chleb, paczkę chipsów, sok pomidorowy i na pocieszenie - słoik nutelli.
Jadąc z powrotem już z daleka zauważyłam mega przystojnego chłopaka. Tak się na niego zagapiłam, że straciłam panowanie nad kierownicą i w momencie znalazłam się w pobliskim rowie razem z zakupami i rowerem. Oczywiście to wszystko rozegrało się na jego oczach.
Leżąc tak w tym rowie modliłam się, żeby tylko ten chłopak zniknął i nie widział mnie w takim stanie. Jednak moje modlitwy nie zostały spełnione...
- O mój boże! Nic Ci nie jest? - zapytał przerażony, chodź pewnie w głębi duszy wprost nie mógł przestać się ze mnie śmiać. W końcu kto by się nie śmiał z dziewczyny która wpada do rowu z rowerem i zakupami.
- Nie, nic mi nie jest - odpowiadam czerwona jak sok pomidorowy, który w momencie upadku pękł i wylał się na moją kurtkę. - To dla mnie typowe - dodaje. - Zawsze się gdzieś wywalam, wszystko przewracam i gubię...
- Czyli jednym słowem masz pecha? - pyta, tym samym rozluźniając trochę atmosferę.
- Można tak powiedzieć - odpowiadam.
Podaje mi rękę i pomaga mi wyjść z rowu.
- Ojej krew Ci leci - mówi pokazując moje kolano. I faktycznie z mojego kolana leci potok krwi, a na moich ulubionych dresach mam ogromną dziurę. W tym momencie zaczyna padać. Myślę sobie fantastycznie...
Próbując zrobić krok potykam się o swoje sznurówki i już widzę przed swoją twarzą chodnik, kiedy nagle łapie mnie... Dopiero wtedy zauważam jakie ma silne ręce i jak dobrze jest zbudowany. Stoimy dość blisko siebie (ale nie tak blisko jak by się mogło wydawać). Patrzy na mnie tymi swoimi hipnotyzującymi, niebieskimi oczami. Usta ma pełne, idealnie wykrojone, a jego włosy są lekko falowane i w kolorze ciemnego blondu. Z zamyślenia wyrywa mnie jego głos (cudowny głos)...
- Jestem Adam - mówi uśmiechając się. - Ty pewnie mieszkasz w tym ogromnym, żółtym domu?
- Susan - odpowiadam. - Skąd o tym wiesz? - pytam zaskoczona.
- Mieszkam nie daleko ciebie.
Szybko łącze fakty...
- Ah to ty się wprowadziłeś jakiś czas temu.
- Tak, ja - odpowiada. - Chodź, odprowadzę Cię - dodaje.
Zebraliśmy resztki moich zakupów i pobiegliśmy, ponieważ deszcz zaczął mocniej padać.
Biegnąc, cały czas rozmawialiśmy. Głównie ja, ale to przecież to samo... Musicie wiedzieć, że jestem mega gadułą.
Odkryłam, że umie uważnie słuchać (to bardzo ważna cecha), a gdy to robi tak śmiesznie marszczy czoło. Dowiedziałam się, że wcześniej mieszkał w Brighton, jego ulubiony film to "Kevin sam w domu", uwielbia podróżować i nie lubi ludzi, którzy ciągle narzekają (zupełnie jak ja). Ja też mu o sobie coś wspomniałam. Powiedziałam mu, że jestem totalną niezdarą (zresztą był tego świadkiem), że interesuję się fotografią i bardzo chciałabym mieć małego białego buldog, a moim marzeniem jest zobaczenie wieży Eiffla i wycieczka do Disneylandu.
Droga do mojego domu zleciała mi niesamowicie szybko, ale to za sprawą miłego towarzystwa :) Kiedy dotarliśmy pod mój dom to co tam zobaczyłam, zdziwiło mnie i jego też...

~~~
Pewnie jesteście ciekawi co tak zaskoczyło Susan i Adama. Jednak tego dowiecie się w kolejnej części, nad którą już zaczynam pracować. Musze Wam powiedzieć, że przez to całe blogowanie
( które mnie mega wciągnęło) kompletnie zaniedbałam "Pamiętniki wampirów". Nawet nie pamiętam kiedy ostatnio oglądałam jakiś odcinek. Na szczęście zaczyna się przerwa świąteczna i mam w planach nadrobienie trochę serialowych zaległości, jak i również napisanie jakiegoś świątecznego opowiadania, ale jak to mówią czas pokaże...
Całusy - Lola
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz