poniedziałek, 27 czerwca 2016

Susan sama w domu czyli paczka, automatyczny odświeżacz powietrza i syrenki (część druga)

   Kiedy dotarliśmy pod mój dom to co tam zobaczyłam, zdziwiło mnie i jego też...
Pod drzwiami stało wielkie pudło, zaadresowane do mojego taty. Zastanawiało mnie co to może być, ale już po krótkiej chwili przypomniało mi się, że tata planował zamówić na urodziny mamy coś wielkiego. Adam patrzył na mnie wyczekująco.
- Tata zamówił prezent z okazji urodzin mojej mamy - wyjaśniłam.
- Musi ją bardzo kochać, skoro kupuje jej takie wielkie prezenty - zaśmiał się.
- To pewnie jedna z wielu części niespodzianki. Tata zawsze był dobry w te klocki. Pomożesz mi to wnieść do garażu?
- Jasne - odpowiedział uradowany.
Ustawiliśmy to ogromne ( i jak się później okazało również ciężkie) pudło w rogu garażu.
- Może napijesz się ze mną herbaty? Mam nadzieje, że już naprawili prąd.
- Chętnie - oznajmił ochoczo.
  Weszliśmy do domu w którym panował mrok i cisza. Zamknęłam dom od środka i ruszyłam korytarzem, aż tu nagle "zaatakował" mnie automatyczny  odświeżacz powietrza. Tak się tego przestraszyłam, że aż podskoczyłam i zaplątałam się o swoje własne nogi. Próbując utrzymać równowagę, złapałam się Adama, ale on pod naciskiem mojej gracji również nie utrzymał równowagi i razem upadliśmy na podłogę. Wyglądało to komicznie dlatego oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Leżeliśmy roześmiani na tej podłodze, przez dobre pięć minut. Adam wstał pierwszy i podał mi rękę.
- O mój boże to było przezabawne, gdybyś tylko widziała swoją mine - powiedział wybuchając na nowo śmiechem.
- Zawsze się, tego małego gówna przestraszę. Tyle razy już mówiłam mamie, żeby to stąd wzięła. 
- Racja można czasem dostać od tego zawału serca.
- I ja jestem tego najlepszym przykładem.
  W tym momencie prąd został przywrócony i w domu pozapalały się światła.
- Chodźmy lepiej napić się herbaty - oznajmiłam.
- Ok.
- Ale może najpierw się przebiorę bo jestem cała mokra, ty zresztą też. Dam Ci może jakieś stare rzeczy mojego taty.
- Dobry pomysł, a gdzie jest łazienka?
- Musisz iść prosto i skręcić w pierwsze drzwi w prawo - wyjaśniłam mu.
- A ok.
- To ja pójdę po jakieś suche rzeczy dla ciebie.
Przeszukałam, całą zawartość szafy mojego taty, ale większość rzeczy jakie ma to koszule, marynarki krawaty i eleganckie spodnie, a jedyne sportowe ubrania jakie ma, wziął na wyjazd. Szybko w głowie prześledziłam zawartość mojej szafy. Wtedy przypomniałam sobie, że mam jedną za dużą bluzkę. Pomińmy fakt, że bluzka jest różowa z wielkim napisem "kocham syrenki123". Długo by o tym opowiadać, ale w skrócie - dostałam ją od mojej przyjaciółki - Meggie. Stwierdziłam, że nic lepszego nie znajdę, dlatego szybko zbiegłam na dół. Adam siedziała już na kanapie.
- Wybacz, ale nic bardziej męskiego nie udało mi się znaleźć - powiedziałam pokazując mu bluzkę.
- Serio bluzka z napisem "kocham syrenki123"? W dodatku różowa?
- Oj nie narzekaj! Poza tym syrenki są super. Nie oglądałeś nigdy H20?
- Jakoś nie miałem okazji.. 
- Musisz to koniecznie nadrobić - oznajmiłam. Teraz kiedy włączyli prąd możemy pooglądać.
- W sumie dobry pomysł, na dworze nadal pada, a w domu nie miał bym co robić.
- Ok więc ja załaduję odcinek i zrobię herbatę, a ty się  przebierz. Masz tu jeszcze jakieś dresy.
- O dzięki, zaraz wracam.
Kiedy Adam wrócił herbata była już gotowa, a odcinek H20 się ładował. Moja za duża bluzka (choć na niego w sam raz) idealnie opinała jego umięśnione ciało, a jej kolor idealnie podkreślał jego niebieskie oczy.
- Wyglądasz przeuroczo - stwierdziłam.
- Bardzo śmieszne. Nie wiesz, że nie wolno śmiać się z chłopaka w różowej bluzce z napisem "kocham syrenki123"?
- Mówię poważnie - parsknęłam. Ale zapamiętam twoją radę.
- Mam nadzieję - odpowiedział śmiejąc się. Dobra pokazuj mi co to jest to H20.
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem.
Po obejrzeniu całego pierwszego sezonu zagraliśmy jeszcze w chińczyka, bo jak się później okazało oboje uwielbiamy gry planszowe. W końcu nic tak nie integruje ludzi jak planszówki.
  Tak nam zleciała cała sobota i również niedziela. Gadaliśmy całymi dniami. Od tego czasu jesteśmy prawie nie rozłączni i spotykamy się  codziennie. Ale nie myślicie, że to coś wielkiego. Jesteśmy tylko przyjaciółmi, którzy po prostu lubią ze sobą spędzać wolny czas. Dużo się o sobie dowiedzieliśmy i poznaliśmy siebie nawzajem. Teraz Adam wie  na przykład gdzie mam największe łaskotki i zawsze to wykorzystuje kiedy przyjdzie co do czego, ale ja za to wiem, że nienawidzi słowa "stopy" i często je powtarzam, żeby go zdenerwować. Mamy to samo poczucie humoru i zawsze śmiejemy się z naszych wspólnych żartów. Uwielbiamy się razem wygłupiać i szaleć.
    Często wspominamy ten pierwszy raz kiedy się spotkaliśmy. Zazwyczaj zaczyna się to zdaniem: " A pamiętasz jak wpadłaś do rowu?" Wtedy zawsze płaczemy ze śmiechu. Od tego czasu  niewiele się zmieniło. Nadal jestem taką samą niezdarą jak wtedy. Ale może gdyby nie to moje niezdarstwo to nigdy byśmy się nie poznali...








                                                                 ~~~
To druga część losów Adama i Susan. Jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że nadal będę kontynuowała ich historię, ale to zależy od zasobów mojego czasu i wyobraźni. Na razie zachęcam Was do przeczytania tego opowiadania. Mam nadzieję, że się Wam spodoba i do zobaczenia w kolejnym poście...



                                                                                                                     Całusy - Lola

wtorek, 21 czerwca 2016

Sobotnia praca

   Kelly była właśnie w drodze do pracy. Jeśli tak to można w ogóle nazwać, ponieważ po prostu pomagała swojej cioci w prowadzeniu restauracji, podczas gdy nadal uczęszczała do liceum. Była sobota, pochmurny poranek w centrum Fillisberg. Kelly zdecydowanie nie była podekscytowana kolejnymi godzinami spędzonymi na podawaniu ludziom posiłków. Nie w dzień, kiedy to miała spotkać się z Willem – chłopakiem, którego od dawna bardzo lubiła. Nigdy jej nie zauważał i gdy w końcu postanowił zaprosić ją do kina, zgodziła się bez wahania. Jednak z restauracji mogła wyrwać się dopiero około godziny 20, dlatego na tą godzinę umówiła się z kolegą.
   Restauracja była już otwarta. Kelly weszła i przywitała się z ciocią.
- Dobrze, że jesteś Kelly! Ja muszę dzisiaj jechać po świeży towar.
- W porządku. Ale… będę musiała wyjść dzisiaj przed 20 – odpowiedziała Kelly.
- Co to za pilna sprawa? Przecież dzisiaj na pewno będzie wielu gości – wtrąciła ciocia – Nie wiem, czy Lucy i Vienna sobie poradzą.
- To ważne, ciociu, do tego czasu postaram się jak najwięcej pomóc.
- Dobra, mała. Obym tego nie żałowała. Teraz leć się przebrać. Ja wrócę za kilka godzin.
   Kelly od razu zabrała się do pracy. Wiedziała, że musi odpłacić się cioci. Dobrze, że chociaż ona jedna była wyrozumiała. Po chwili miała już pierwszych klientów.
   Ciężko było pracować, kiedy myślała tylko o Willu i jego ciemnych oczach. Tak, miał piękne oczy. Rozmyślanie o nich zajęłoby jeszcze więcej czasu, ale ktoś to przerwał.
- Dzień dobry – kolejny klient zaczął się zbliżać do baru. – To znaczy, umm, cześć, chyba. Nie chodzimy  przypadkiem razem do szkoły?
- Najlepsze liceum w mieście? – odpowiedziała sarkastycznie Kelly. Bo to jedyne, co potrafiła, odpowiadać pytaniem na pytanie i używać sarkazmu nawet wtedy, gdy ktoś może go nie zrozumieć.
- Miałem rację. Tak myślałem, że cię kojarzę. Jestem Nathan – powiedział, podając jej rękę.
Kelly zaśmiała się.
- Kelly.
- Co tu robisz, Kelly? Mamy weekend, normalni ludzie teraz odpoczywają od naszej wspaniałej szkoły.
- Cóż, ja… Pomagam tu cioci, to nic takiego, właściwie dość relaksujące – odpowiedziała, nadal w świetnym humorze – Spytałabym, co tu robisz, ale moje magiczne zmysły podpowiadają mi, że jesteś głodny.
- Tak, zjadłbym naleśniki – stwierdził zupełnie poważnie i odszedł do stolika.
Kelly trochę się zdziwiła, ale przypomniała sobie, że tu pracuje, więc weszła do kuchni i powiedziała, że potrzebuje naleśniki. Po powrocie do baru jeszcze przez chwilę obserwowała profil Nathana, który siedział z telefonem w ręku. Zauważyła, że miał bardzo ładne kości policzkowe, a jego włosy były bliżej nieokreślonego ciemnego koloru.
   Zaniosła mu naleśniki, a on uśmiechnął się i podziękował.
   Póżniej przypomniała sobie o Willu, więc pozwoliła nieznajomemu (już nie tak nieznajomemu) odejść.
  Dochodziła 18, kiedy jej ciocia wróciła. Kelly w końcu mogła zrobić sobie przerwę. Pomyślała, że musi zaczerpnąć trochę świeżego powietrza. Na dworze było już cieplej. Po mieście kręciły się tłumy ludzi. W końcu był sobotni wieczór i nawet ona miała plany. Spacerowała, oglądając wystawy sklepów, aż doszła do okna pewnej kawiarni. Przez chwilę myślała, że coś jej się przewidziało. Była trochę zmęczona całym dniem pracy. Postanowiła wejść do środka, a to co zobaczyła, potwierdziło jej wątpliwości.
  Przy stoliku przy oknie siedział Will ze swoją byłą dziewczyną. Kelly nie wiedziała, czy to normalne, nigdy nie miała chłopaka, a co za tym idzie – byłego chłopaka. Jednak wydawało jej się to dosyć dziwne. Zwłaszcza, że dziewczyna cały czas się śmiała, a Will nie przestawał mówić. W ogóle jej nie zauważył, więc stała jeszcze dłużej, kompletnie zagubiona. Teraz wszystko było jasne. To nie wyglądało na zwykłe spotkanie po latach. Will na sekundę podniósł głowę i spojrzał na Kelly. Cholera, on nawet nie mrugnął. Złapał za rękę dziewczynę, która siedziała naprzeciwko niego. Oczywiście, żeby nie odwróciła się i nie zauważyła, że jakaś idiotka stoi i wpatruje się w nich od kilku minut. Kelly wyszła z kawiarni. Odwróciła się, żeby się upewnić, że nie biegnie za nią zakochany w niej, tak jak ona  w nim, Will. Nic takiego się nie wydarzyło. To zdecydowanie nie był jakiś film, bajka.
  Kelly zbliżała się do restauracji. Pomyślała, że może dłużej w niej zostać i pomóc. Weszła i zauważyła, że ciocia rozmawia z kimś przy barze i widocznie bardzo dobrze się bawią. Chłopak odwrócił się i wtedy doszło do niej, że to był Nathan.
- Kelly! Czy to przez tego miłego chłopca chciałaś dzisiaj wcześniej wyjść? – zapytała ciocia.
- Właściwie to…- zaczęłą mówić skołowana.
- Mnie pasuje – przerwał jej Nathan – jesteś zajęta dziś wieczorem?
- Nie, nie mam planów – odpowiedziała. I już nigdy nie pozwoliła mu odejść.

___________________________________________________________
Zdecydowałam, że napiszę osobne krótkie opowiadanie. Nie jest ono powiązane z "Opowiadaniem Poli", ale za nie też powoli się zabieram. Na razie wpadłam na pomysł na tę historię i mam nadzieję, że się wam spodobała.

                                                                                                                  Pola ♥

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Czy my jeszcze żyjemy?

   Tak, żyjemy i w dodatku mamy się całkiem dobrze, pomijając stany przygnębienia, które są związane  z tym, że opuszczamy nasze gimnazjum i każda z nas idzie do zupełnie różnych szkół. Według nas to właśnie w trzeciej klasie gimnazjum zawiązują i zacieśniają się przyjaźnie i znajomości. Każdy  z każdym rozmawia, śmieje się i spotyka. Idąc korytarzem co drugiej osobie mówi się "cześć" albo "hej", bo po prostu wszyscy już się dobrze znają. Kiedy przyszłyśmy na początku gimnazjum, żadna z nas nawet nie pomyślała, że w trzeciej klasie będzie nam żal opuścić mury  naszej szkoły. Teraz wiemy, że jest inaczej i będziemy tęsknić, nie tyle co za samą szkołą, ale ludźmi, którzy ją tworzyli, a zwłaszcza za naszym rocznikiem...
  Teraz przejdźmy już do rzeczy, która zastanawia was pewniej najbardziej. Mianowicie dlaczego nie było postów i co się w ogóle z nami działo?
Jednym słowem - szkoła. Ale zacznijmy od początku. W pierwszym poście mówiłyśmy, że przez jakiś czas możemy być mało aktywne, ponieważ musimy przygotować się do egzaminów. To też właśnie robiłyśmy. Później po trzech dniach męczarni nagle wszyscy nauczyciele postanowili zrobić nam zaległe sprawdziany i kartkówki, których jak twierdzą nie zapowiadali nam przed egzaminami, po to, żebyśmy mogli powtarzać materiały do testów (jacy oni są łaskawi). Więc kiedy już jakimś cudem wygrzebałyśmy się z zaległości to trzeba było poprawiać oceny na koniec roku... Ale na szczęście teraz mamy już wystawione oceny i wreszcie możemy odetchnąć. Chociaż nie do końca, ponieważ pierwsza połowa lipca będzie dość stresująca, bo to właśnie wtedy dowiemy się czy zostałyśmy przyjęte do naszych wymarzonych szkół... Jednak pociesza nas myśl, że już za parę dni będą wakacje i będzie można siedzieć do późna na dworze, wstawać o której się chce, nocować u siebie itd.
  Jeżeli chodzi o nasze plany na wakacje to nie mamy jakiś konkretnych, ale wiemy na pewno, że chcemy spędzić dużo czasu razem, przeżywając różne przygody, które dobrze zapamiętamy i będziemy mogły wspominać w zimne wieczory :)
  W skrócie wyjaśniłyśmy Wam co się u nas mniej więcej działo przez te kilka miesięcy. Równocześnie mamy nadzieje, że nie jesteście na nas źli, że na tak długi okres czasu Was zostawiliśmy, za co bardzo, ale to bardzo Was przepraszamy.











                                                                                                                 Całusy - Lola&Pola

sobota, 26 marca 2016

Wielkanocny prezent

Obudziły mnie promyki wiosennego słońca wpadające do mojego pokoju. Była niedziela, więc mogłam jeszcze chwilę poleżeć. Wreszcie wstałam, choć przyszło mi to z trudem i jak zwykle poszłam do kuchni napić się szklanki wody.
Tam ku mojemu zaskoczeniu siedzieli już rodzice i mój starszy brat - Franek. Mieli dziwnie wesołe miny...
- Co się stało? - zapytałam.
- Mamy dla ciebie niespodziankę kochanie - powiedział uradowany tata.
- Wracamy do Polski na święta Wielkanocne i planujemy przeprowadzkę tam już na stałe - uzupełniła mama.
Musicie wiedzieć, że od półtora roku mieszkałam tutaj - w Holandii. Niby fajnie - tulipany, wiatraczki i wszędzie blisko, ale ja strasznie tęskniłam za domem, za rodziną i przyjaciółmi. W Polsce miałam ich wiele, ale tutaj nikogo. Chociaż nie, czekajcie, była Lotte, ale ona wszystkich lubi, a jej uśmiech jest tak szeroki, że zanim ją poznałam nie wiedziałam, że można aż tak bardzo się uśmiechać. Idealnie pasowało do niej powiedzenie "uśmiech od ucha do ucha". Przeprowadziliśmy się tutaj, ponieważ tata znalazł tu pracę i mama również. W Polsce nie powodziło nam się zbyt dobrze...
- O mój boże to fantastycznie! - krzyknęłam. Byłam taka szczęśliwa.
- My też się cieszymy córeczko - powiedział tata.
- Kiedy lecimy? - zapytałam
- Już jutro kochanie - oznajmiła mama.
- Już? - Ale ja nie zdążę się spakować.
- Spokojnie zdążysz - Na razie weź tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Po resztę wrócimy po świętach - powiedziała mama.
- Ale co z waszą pracą?
- Taty kolega załatwił nam pracę w swojej firmie - poinformowała mama.
- Jezu tak się cieszę... Wreszcie spotkam Martę, Olę i Antka. Mam im tyle do powiedzenia
- Tak, macie dużo do nadrobienia - powiedziała mama uśmiechając się do mnie.
Czy mogłam sobie wymarzyć lepszy prezent na święta niż powrót do kraju? Nie. Moi rodzice idealnie spisali się w roli zajączków wielkanocnych. Płakałam, ale to były łzy szczęścia... Nagle przypomniałam sobie o czymś, a w zasadzie to o kimś. Wzięłam kurtkę i ubrałam buty.
- Mamo wychodzę! - krzyknęłam.
- Ale gdzie? - zapytała zdziwiona mama.
Rzadko kiedy wychodziłam tutaj z domu, no chyba, że do szkoły.
- Pożegnać się z Lottą - wyjaśniłam.
- Dobrze, ale wróć na obiad, dzisiaj twój ulubiony rosół.
Musiałam się z nią pożegnać. Wiecie nie byłyśmy jakoś mega przyjaciółkami, ale była to jedyna osoba, którą tutaj lubiłam i dobrze znałam. Zawsze była dla mnie miła i przynosiła mi czekoladowe babeczki do szkoły, które sama piekła. Swoją drogą były nieziemsko pyszne. Wtedy zdałam sobie sprawę, że będę za nią tęsknić... a zwłaszcza za jej uśmiechem i tymi babeczkami.






                                                           ~~~

Tak jak obiecywałam przygotowałam dla Was wielkanocne opowiadanie. Jest dość krótkie, ale to dlatego, że nie planuje, powiedzmy dalszej części.
W tym również poście chciałabym Wam złożyć życzenia wielkanocne. Nie jestem dobra w składaniu życzeń, dlatego posłużę się wierszykiem.

Słońca, szczęścia, pomyślności,
w pierwsze święto dużo gości,
w drugie święto dużo wody -
to dla zdrowia i urody!
Mnóstwo jajek kolorowych,
świąt wesołych oraz zdrowych!


                                                                                                                   Życzy Lola

czwartek, 24 marca 2016

Opowiadanie Poli, część 2

Wszystko zaczęło się w Polsce. Tak, w naszej ojczyźnie. Miałam 17 lat. Mogłabym powiedzieć, że byłam zwykłą nastolatką. Natomiast tak się składa, że byłam jedną z tych nienormalnych dzieciaków, które psują sobie życie ambicjami. Cudem dostałam się do klasy licealnej o programie IB. Może wiecie, o co chodzi, ogólnie jest ciężko i maturę pisze się po angielsku. Zawsze marzyłam o studiach w Wielkiej Brytanii.
Chociaż nie miałam dużo czasu na poznawanie nowych przyjaciół i tak dalej, pewna dwójka wpadła w moje ramiona. Cecylia, rude włosy, wysoka, w odróżnieniu ode mnie. Osoba praktycznie nie do zdarcia – uparta, niezbyt miła i sarkastyczna. Taki był jej styl bycia, a ja to w niej lubiłam. Wbrew pozorom była zadziwiająco dobrą przyjaciółką. Był też Pam. Pam był w połowie Koreańczykiem i w połowie Wietnamczykiem. Nie wysilajcie swojej wyobraźni, i tak wyglądał jak każdy Azjata (może trochę lepiej). Na nieszczęście każdej dziewczyny, Pam był również gejem. Na nieszczęście, ponieważ wyglądał jak azjatycki bóg, a tacy rzadko się zdarzają (a jeśli już to są homo, masz ci los). Przyjaźniliśmy się od czasu, kiedy nauczycielka usadziła nas razem na biologii, a w ławce przed nami siedzieli przystojni bliźniacy (jak się okazało, jeden z nich był gejem, czasami szczęście dopisuje). Dodam jeszcze, że bliźniacy wszędzie chodzili razem, co prowadziło do podwójnych randek. Przynajmniej zaprzeczali powiedzeniu „nieszczęścia chodzą parami”. Kiedy już nie miałam czasu na randki, hetero-bliźniaka przekazałam w dobre ręce Cecylii, która mądrze wybrała inny profil niż ja w naszym liceum. Oto nasza ekipa – ruda Cecylia, niezręczna Łucja i homoseksualny Pam. Nazywam ją „Ekipa Bardziej Niezręczna niż Łucja”.
 Znalazłam sobie coś o wiele lepszego. Coś, co strasznie mnie pochłonęło. Prac domowych nie było końca, miałam do napisania kilka eseji, ale obchodziły mnie tylko… seriale. Konkretnie taki jeden – „Vincey Valley”. Opowiadał on o grupie przyjaciół, którzy wyjechali na wakacje do miejscowości o tej samej nazwie. Jak to bywa, spotkało ich dużo przygód i problemów. Serial nie był niczym specjalnym. Był wciągający, lecz niezbyt przemyślany. Był po prostu mało wiarygodny. Ale to wcale nie było ważne! Ważny był tylko Connor Hackett, od tamtego czasu na zawsze. Był najprzystojniejszym aktorem w „Vincey Valley”. Właściwie, był najprzystojniejszym aktorem w historii. Już nawet nie chodziło o jego wygląd. Miałam wrażenie, że to jego wspaniały charakter głównie wpływał na to, jak go postrzegałam. To rodzaj faceta spotykanego dotąd tylko w książkach (i w ich marnych ekranizacjach). Connor był też 6 lat starszy ode mnie. Nadal jest, nadal żyje, nie martwcie się. W czasie roku szkolnego, był on dla mnie oderwaniem od rzeczywistości. Cóż, właściwie to szkoła odrywała mnie od rzeczywistości, w której chciałam żyć. Cecylia i Pam nie ukrywali się z tym, że przeszkadzał im mój lekki fangirling.
- Idziesz dzisiaj z nami do kina? Wyszła druga część „Hallow”.
- Nie mam czasu, C. Wiesz, że pani Opera nałogowo zadaje referaty z ekonomii.
- O czym w ogóle można pisać referaty z ekonomii? – dołączył się Pam. – Na dodatek jest piątek!
- To nie są same liczby – odpowiedziałam, ignorując drugie pytanie.
- Lucy, przysięgam, że jeśli zostawiasz mnie na pastwę losu z tym niewyedukowanym Koreańczykiem przez swoje dziwne zboczenie związane z Connorem, to jadę prosto do twoich rodziców powiedzieć im wszystko o tym uzależnieniu. - Cecylia rzeczywiście wyglądała na zdenerwowaną.
- Jestem też w połowie Wietnamczykiem. – Pam jak zwykle zachowywał spokój i humor. Jak ta dwójka w ogóle się dogadywała? – Boże, przypomnij dlaczego ona ogląda ten beznadziejny serial. – Miał rację. Tylko Bóg wiedział.
- Przepraszam. Muszę lecieć. Nie pozabijajcie się w kinie. – szybko wyszłam z budynku szkoły i zmierzałam do internatu.

 A później zostawiłam ich na całe wakacje…
_________________________________________
Ta część wyszła mi trochę dłuższa. A również niezbyt ciekawa, ale cierpliwości, mam mnóstwo pomysłów na dalszą historię. Jak na razie zostawiam wam to opowiadanie, a za kilka dni postaram się wstawić następne. Dowiecie się jeszcze więcej o Łucji i jej przyjaciołach, a także o jej tajemniczej miłości. ;)

                                                                                                                           Pola

Susan sama w domu - czyli rów, rower i sok pomidorowy (część pierwsza)

Więc znowu zostałam sama...
Tym razem rodzice pojechali na weekend do SPA, ponieważ mama wygrała darmowy wyjazd w jednej ze swoich gazet. Miała ich tone obok swojego łóżka i zawsze przed snem musiała przeczytać chociaż jedną. Twierdziła, że to pomaga jej zasnąć.
  Karnet do SPA był na dwa dni i jak się pewnie domyślacie  dla dwóch osób, więc siłą rzeczy zostałam sama w domu.
- Nie martw się! To tylko dwa dni - powiedziała mama wsiadając do samochodu razem z tatą.
Pewnie dziwicie  się czemu nie jestem zachwycona z faktu, iż zostaje sama w domu. Powód jest prosty. Mieszkam w dużym domu, bez żadnego psa do obrony, na kompletnym zadupiu, gdzie w pobliżu znajduje się tylko jeden dom, do którego właściwie nie dawno wprowadziła się jakaś rodzina (nawet ich jeszcze nie poznałam) i najbliższy sklep jest oddalony o jakieś dwa kilometry od miejsca mojego zamieszkania. A teraz wyobrażacie sobie, że ktoś próbuje się do was włamać.
Jednym słowem - strach się bać...
Jakoś po pięciu sekundach od odjazdu rodziców włączyłam na full Worth it i zaczęłam tańczyć. Uwielbiałam dyskoteki sama ze sobą. Nagle moja super jednoosobowa impreza została przerwana. Wyłączyli prąd! Postanowiłam zadzwonić do energetyki i zapytać co się stało. Przemiły pan wszystko mi wyjaśnił. Doszło do jakiejś awarii, a naprawa potrwa aż do jutra. Wyobrażacie sobie noc bez prądu na totalnym zadupiu? Nie? Ja też. Szybko poszłam szukać jakiś świeczek, ale jak na ironie  żadnej akurat nie było.
- Co ja teraz zrobię? - zapytałam sama  siebie.
Po chwili namysłu stwierdziłam, że pojadę do tego cholernego sklepu po jakieś świece. Ubrałam się ciepło, wzięłam rower i pojechałam. Na miejscu kupiłam kilkanaście świeczek, chleb, paczkę chipsów, sok pomidorowy i na pocieszenie - słoik nutelli.
  Jadąc z powrotem już z daleka zauważyłam mega przystojnego chłopaka. Tak się na niego zagapiłam, że straciłam panowanie nad kierownicą i w momencie znalazłam się w pobliskim rowie razem z zakupami i rowerem. Oczywiście to wszystko rozegrało się na jego oczach.
Leżąc tak w tym rowie modliłam się, żeby tylko ten chłopak zniknął i nie widział mnie w takim stanie. Jednak moje modlitwy nie zostały spełnione...
- O mój boże! Nic Ci nie jest? - zapytał przerażony, chodź pewnie w głębi duszy wprost nie mógł przestać się ze mnie śmiać. W końcu kto by się nie śmiał z dziewczyny która wpada do rowu z rowerem i zakupami.
- Nie, nic mi nie jest - odpowiadam czerwona jak sok pomidorowy, który w momencie upadku pękł i wylał się na moją kurtkę. - To dla mnie typowe - dodaje. - Zawsze się gdzieś wywalam, wszystko przewracam i gubię...
- Czyli jednym słowem masz pecha? - pyta, tym samym rozluźniając trochę atmosferę.
- Można tak powiedzieć - odpowiadam.
Podaje mi rękę i pomaga mi wyjść z rowu.
- Ojej krew Ci leci - mówi pokazując moje kolano. I faktycznie z mojego kolana leci potok krwi, a na moich ulubionych dresach mam ogromną dziurę. W tym momencie zaczyna padać. Myślę sobie fantastycznie...
Próbując zrobić krok potykam się o swoje sznurówki i już widzę przed swoją twarzą chodnik, kiedy nagle łapie mnie... Dopiero wtedy zauważam jakie ma silne ręce i jak dobrze jest zbudowany. Stoimy dość blisko siebie (ale nie tak blisko jak by się mogło wydawać). Patrzy na mnie tymi swoimi hipnotyzującymi, niebieskimi oczami. Usta ma pełne, idealnie wykrojone, a jego włosy są lekko falowane i w kolorze ciemnego blondu. Z zamyślenia wyrywa mnie jego głos (cudowny głos)...
- Jestem Adam - mówi uśmiechając się. - Ty pewnie mieszkasz w tym ogromnym, żółtym domu?
- Susan - odpowiadam. - Skąd o tym wiesz? - pytam zaskoczona.
- Mieszkam nie daleko ciebie.
Szybko łącze fakty...
- Ah to ty się wprowadziłeś jakiś czas temu.
- Tak, ja - odpowiada. - Chodź, odprowadzę Cię - dodaje.
Zebraliśmy resztki moich zakupów i pobiegliśmy, ponieważ deszcz zaczął mocniej padać.
Biegnąc, cały czas rozmawialiśmy. Głównie ja, ale to przecież to samo... Musicie wiedzieć, że jestem mega gadułą.
Odkryłam, że umie  uważnie słuchać (to bardzo ważna cecha), a gdy to robi tak śmiesznie marszczy czoło. Dowiedziałam się, że wcześniej mieszkał w Brighton, jego ulubiony film to "Kevin sam w domu", uwielbia podróżować i nie lubi ludzi, którzy ciągle narzekają (zupełnie jak ja). Ja też mu o sobie coś wspomniałam. Powiedziałam mu, że jestem totalną niezdarą (zresztą był tego świadkiem), że interesuję się fotografią i bardzo chciałabym mieć małego białego buldog, a moim marzeniem jest zobaczenie wieży Eiffla i wycieczka do Disneylandu.
Droga do mojego domu zleciała mi niesamowicie szybko, ale to za sprawą miłego towarzystwa :) Kiedy  dotarliśmy pod mój dom to co tam zobaczyłam, zdziwiło mnie i jego też...

                          



                                                              ~~~

Pewnie jesteście ciekawi co tak zaskoczyło Susan i Adama. Jednak tego dowiecie się w kolejnej części, nad którą już zaczynam pracować. Musze Wam powiedzieć, że przez to całe blogowanie
( które mnie mega wciągnęło) kompletnie zaniedbałam "Pamiętniki wampirów". Nawet nie pamiętam kiedy ostatnio oglądałam jakiś odcinek. Na szczęście zaczyna się przerwa świąteczna i mam w planach nadrobienie trochę serialowych zaległości, jak i  również napisanie jakiegoś świątecznego opowiadania, ale jak to mówią czas pokaże...


                                                                                                                        Całusy - Lola

środa, 23 marca 2016

Jeśli nie książka to... 2

Hej!
Tak jak zapowiedziała wam Lola, ja też mam dla was kilka ciekawych seriali do polecenia. Większość z tych, które opisała wam Lola, oglądam też ja, dlatego nie będę ich powtarzać. Mogę tylko dodać, że również serdecznie je polecam! Oto dla was kolejna porcja świetnych seriali, które wciągają, śmieszą, straszą i po prostu zabierają do innego świata (niczym dobra książka!).

1. Teen Wolf - chociaż po Pilocie mogłoby się wydawać, że to tylko kolejna kiepska opowieść o wilkołakach i wampirach, zdecydowanie tak nie jest. Tak więc nie zrażajcie się po pierwszym (dość przewidywalnym) odcinku, ponieważ serial jest naprawdę dobry. Opowiada o nastoletnim chłopaku, który po ugryzieniu zamienia się w wilkołaka, ale to tylko początek... On i jego przyjaciele dopiero zaczynają poznawać nadprzyrodzone moce w miasteczku Beacon Hills. Nie brakuje akcji, humoru i oczywiście przystojniaków! // Specjalne podziękowania dla Claudii, która przekonała mnie do tego serialu. ♥

                                                                 


2. American Horror Story - coś dla wielbicieli horrorów i osób, o dosyć mocnej psychice ;) Jeśli nie zaliczacie się do tych ludzi, to nie bójcie się, też możecie spróbować. Serial ma już 5 sezonów, a każdy jest inną historią (lecz z tymi samymi aktorami). Murder House jest o nawiedzonym domu, Asylum o psychiatryku sióstr zakonnych (trochę o egzorcyzmach etc), Coven o sabacie czarownic, Freak Show o cyrku dziwadeł i seryjnych mordercach, a Hotel z lekkim nawiązaniem to sezonu pierwszego - o nawiedzonym hotelu (z Lady Gagą w roli głównej). Murder House i Coven polecam dla tych słabszych psychicznie (w pierwszym sezonie jest genialny wątek miłosny, pokochacie to).

 

3. Scream - serial trochę na podstawie serii filmów Krzyk, których zresztą nigdy nie oglądałam, więc nie trzeba tego robić, żeby zabrać się za serial. W mieście grasuje seryjny morderca w masce i prześladuje główną bohaterkę Emmę, która najwyraźniej nagrabiła sobie u niego. Bardzo fajna obsada i ciekawy serial. Uznawany za horror, jednak nie ma się czego bać, jest dosyć lekki.
   
  31 maja drugi sezon!

4. How to get away with murder (Sposób na morderstwo) - kolejny serial z serii kryminalnych. Nic nie poradzę, ale uwielbiam je. Ten opowiada o grupie studentów prawa, którzy razem ze swoją profesor od prawa karnego zostają wplątani w morderstwo. Ten serial już nie jest skierowany tylko do nastolatków. Porusza ważne tematy, a przy tym jest bardzo ciekawy. Coś dobrego też dla studentów prawa lub tych, którzy planują to studiować. Można się wiele nauczyć ;)



5. Young & Hungry - na koniec coś lekkiego, bardzo fajna komedia. Serial kręci się wokół Gabi, która zostaje szefem kuchni bogatego przedsiębiorcy i zaczyna między nimi iskrzyć... Producentką jest Ashley Tisdale, którą można zobaczyć w kilku odcinkach. Główną rolę gra Emily Osment, którą mogą kojarzyć fani Hannah Montana. Aktualnie trwa trzeci sezon.



Obiecuję, że jeśli zaczniecie oglądać któryś z tych seriali, nie będzięcie chcieli kończyć! Mam nadzieję, że przekonałam was do nich i może zabierzecie się za jakiś w przerwę świąteczną ;)

                                                                                                                    Pola