Kelly była właśnie w drodze do pracy. Jeśli
tak to można w ogóle nazwać, ponieważ po prostu pomagała swojej cioci w
prowadzeniu restauracji, podczas gdy nadal uczęszczała do liceum. Była sobota,
pochmurny poranek w centrum Fillisberg. Kelly zdecydowanie nie była
podekscytowana kolejnymi godzinami spędzonymi na podawaniu ludziom posiłków.
Nie w dzień, kiedy to miała spotkać się z Willem – chłopakiem, którego od dawna
bardzo lubiła. Nigdy jej nie zauważał i gdy w końcu postanowił zaprosić ją do
kina, zgodziła się bez wahania. Jednak z restauracji mogła wyrwać się dopiero
około godziny 20, dlatego na tą godzinę umówiła się z kolegą.
Restauracja była już otwarta. Kelly weszła i
przywitała się z ciocią.
- Dobrze, że
jesteś Kelly! Ja muszę dzisiaj jechać po świeży towar.
- W
porządku. Ale… będę musiała wyjść dzisiaj przed 20 – odpowiedziała Kelly.
- Co to za
pilna sprawa? Przecież dzisiaj na pewno będzie wielu gości – wtrąciła ciocia – Nie
wiem, czy Lucy i Vienna sobie poradzą.
- To ważne,
ciociu, do tego czasu postaram się jak najwięcej pomóc.
- Dobra,
mała. Obym tego nie żałowała. Teraz leć się przebrać. Ja wrócę za kilka godzin.
Kelly od razu zabrała się do pracy.
Wiedziała, że musi odpłacić się cioci. Dobrze, że chociaż ona jedna była
wyrozumiała. Po chwili miała już pierwszych klientów.
Ciężko było pracować, kiedy myślała tylko o
Willu i jego ciemnych oczach. Tak, miał piękne oczy. Rozmyślanie o nich
zajęłoby jeszcze więcej czasu, ale ktoś to przerwał.
- Dzień
dobry – kolejny klient zaczął się zbliżać do baru. – To znaczy, umm, cześć,
chyba. Nie chodzimy przypadkiem razem do
szkoły?
- Najlepsze
liceum w mieście? – odpowiedziała sarkastycznie Kelly. Bo to jedyne, co
potrafiła, odpowiadać pytaniem na pytanie i używać sarkazmu nawet wtedy, gdy
ktoś może go nie zrozumieć.
- Miałem
rację. Tak myślałem, że cię kojarzę. Jestem Nathan – powiedział, podając jej
rękę.
Kelly
zaśmiała się.
- Kelly.
- Co tu
robisz, Kelly? Mamy weekend, normalni ludzie teraz odpoczywają od naszej
wspaniałej szkoły.
- Cóż, ja…
Pomagam tu cioci, to nic takiego, właściwie dość relaksujące – odpowiedziała,
nadal w świetnym humorze – Spytałabym, co tu robisz, ale moje magiczne zmysły
podpowiadają mi, że jesteś głodny.
- Tak, zjadłbym
naleśniki – stwierdził zupełnie poważnie i odszedł do stolika.
Kelly trochę
się zdziwiła, ale przypomniała sobie, że tu pracuje, więc weszła do kuchni i
powiedziała, że potrzebuje naleśniki. Po powrocie do baru jeszcze przez chwilę
obserwowała profil Nathana, który siedział z telefonem w ręku. Zauważyła, że
miał bardzo ładne kości policzkowe, a jego włosy były bliżej nieokreślonego
ciemnego koloru.
Zaniosła mu naleśniki, a on uśmiechnął się i
podziękował.
Póżniej przypomniała sobie o Willu, więc
pozwoliła nieznajomemu (już nie tak nieznajomemu) odejść.
Dochodziła 18, kiedy jej ciocia wróciła.
Kelly w końcu mogła zrobić sobie przerwę. Pomyślała, że musi zaczerpnąć trochę
świeżego powietrza. Na dworze było już cieplej. Po mieście kręciły się tłumy
ludzi. W końcu był sobotni wieczór i nawet ona miała plany. Spacerowała,
oglądając wystawy sklepów, aż doszła do okna pewnej kawiarni. Przez chwilę myślała,
że coś jej się przewidziało. Była trochę zmęczona całym dniem pracy.
Postanowiła wejść do środka, a to co zobaczyła, potwierdziło jej wątpliwości.
Przy stoliku przy oknie siedział Will ze
swoją byłą dziewczyną. Kelly nie wiedziała, czy to normalne, nigdy nie miała
chłopaka, a co za tym idzie – byłego chłopaka. Jednak wydawało jej się to dosyć
dziwne. Zwłaszcza, że dziewczyna cały czas się śmiała, a Will nie przestawał
mówić. W ogóle jej nie zauważył, więc stała jeszcze dłużej, kompletnie
zagubiona. Teraz wszystko było jasne. To nie wyglądało na zwykłe spotkanie po
latach. Will na sekundę podniósł głowę i spojrzał na Kelly. Cholera, on nawet
nie mrugnął. Złapał za rękę dziewczynę, która siedziała naprzeciwko niego.
Oczywiście, żeby nie odwróciła się i nie zauważyła, że jakaś idiotka stoi i
wpatruje się w nich od kilku minut. Kelly wyszła z kawiarni. Odwróciła się,
żeby się upewnić, że nie biegnie za nią zakochany w niej, tak jak ona w nim, Will. Nic takiego się nie wydarzyło. To
zdecydowanie nie był jakiś film, bajka.
Kelly zbliżała się do restauracji. Pomyślała,
że może dłużej w niej zostać i pomóc. Weszła i zauważyła, że ciocia rozmawia z
kimś przy barze i widocznie bardzo dobrze się bawią. Chłopak odwrócił się i
wtedy doszło do niej, że to był Nathan.
- Kelly! Czy
to przez tego miłego chłopca chciałaś dzisiaj wcześniej wyjść? – zapytała ciocia.
- Właściwie
to…- zaczęłą mówić skołowana.
- Mnie
pasuje – przerwał jej Nathan – jesteś zajęta dziś wieczorem?
- Nie, nie
mam planów – odpowiedziała. I już nigdy nie pozwoliła mu odejść.
___________________________________________________________
Zdecydowałam, że napiszę osobne krótkie opowiadanie. Nie jest ono powiązane z "Opowiadaniem Poli", ale za nie też powoli się zabieram. Na razie wpadłam na pomysł na tę historię i mam nadzieję, że się wam spodobała.
Pola ♥
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz