Siedziałam w starej brytyjskiej
kawiarni daleko od centrum Londynu. To był naprawdę chłodny styczniowy dzień.
Zamarzałam, ponieważ mój stolik znajdował się tuż obok drzwi wejściowych. Piłam
herbatę z cytryną (bo nie znoszę kawy). Na dworze zaczynał zapadać zmrok, a ja
nerwowo spoglądałam na zegarek. Poczułam powiew wiatru, więc spojrzałam w
stronę drzwi. Do pomieszczenia wszedł mężczyzna mojego życia. Pomyślałam, że
jeśli dobrze to rozegram, to również przyszły mąż i ojciec moich dzieci. Boże,
tak bardzo chciałabym mieć z nim dzieci.
Metr osiemdziesiąt osiem chodzącej
perfekcji. Tymczasowo owinięty w ciepły szal z grubą czapką na głowie.
Najpiękniejsze błękitne oczy, jakie można by sobie wyobrazić. Dałabym sobie
rękę uciąć, że widać w nich ocean z wielkimi falami. Gdyby się przyjrzeć – cały
wszechświat. Jednak nigdy nie miałam okazji zobaczyć ich z tak bliska. Jego
krótkie ciemne loki lekko wychodziły spod czapki i opadały na twarz. Miał
naprawdę cudowną twarz. Wszystko co robił, w jakiś sposób dopełniało go, jego
sposób chodzenia, czy mina, kiedy coś szczerze go zaciekawiło. Rozejrzał się po
kawiarni, a kiedy mnie ujrzał, uśmiechnął się jednym z jego pięknych uśmiechów.
Ten rodzaj nazywał się „nie znam cię, ale wyglądasz na osobę, z którą miałem
się spotkać”. Cóż, może nie jestem dobra w wymyślaniu nazw, ale wiecie o co
chodzi. Tak więc co mogła zrobić idiotyczna studentka na wybłaganym stażu,
która wpakowała się w masę problemów, aby być w tym miejscu, w tym momencie?
Nie powinna robić już nic… Pokiwałam ręką i modliłam się o to, żeby nie zrobić
z siebie jeszcze głupszej niż jestem.
- Cześć. Lucja, tak? – wypowiedział to
najprawdziwszym brytyjskim akcentem. Bo był najprawdziwszym Brytyjczykiem.
Oczywiście nie wymawiał „ł”…
- Lucy. Tak, to ja. – zdecydowanie wolałam
moje imię w angielskiej wersji. Chociaż do „Łucji” w jego wykonaniu mogłabym
przywyknąć. Zachowałam się dosyć profesjonalnie, nie sądzicie? Może to nie był
taki zły pomysł.
Ale pewnie chcecie wiedzieć, co w
ogóle wydarzyło się wcześniej…

_____________________________________________
Nareszcie zabrałam się za napisanie swojej pierwszej historii. Powierzchownie wymyśliłam ją już dawno, a kiedy zaczęłam ją rozbudowywać, stwierdziłam, że podzielę ją na części/rozdziały. Mam nadzieję, że zaciekawiło was. Następną część mam już prawie gotową, więc niedługo się pojawi. Na razie nie miałam pomysłu na tytuł, stąd też nazwa "Opowiadanie Poli". Myślę, że to wkrótce się zmieni. Dziękuję za czytanie.
Pola
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz